czwartek, 22 października 2009
nasłuchałam się  dziś "dobrej" muzy, oj tak.
o 8 rano miałam badanie ABR we śnie fizlologicznym. musiałam się uprzednio właściwie przygotować (czyt. zmęczyć); wstać o barbarzyńskiej porze, mało jeść, żeby nie było mi sennie i pod żadnym pozorem nie zdrzemnąć się ani na minutę. tak też się stało, Mutka była bezlitosna już o 4:30, potem kiedy stała się mniej przytomna ode mnie, na straży stanął sam Tatix. ostatecznie nagrodzono nas pochwałą za bardzo dobre przygotowanie.
w klinice oczyszczono mi skórę głowy, przyklejono czujniki na czole i za uszami a kiedy zasnęłam przy butelce mleka, przez słuchawki podano mi strawę duchową (coś jak wczesny Behemoth ;). było miło, ale się skończyło... kiedy pani doktor zażyczyła sobie obejrzeć moje uszy przez wziernik a potem zaleciła czyszczenie. całej naszej trójce chciało się płakać ze strachu, ale żeby Rodzicom nie było wstyd za mazgajenie się, wzięłam to na siebie i rozpaczałam solo. w konsekwencji mam superczyste uszy, choć moim zdaniem i przed czyszczeniem nie miały wiele do życzenia.
wynik badania wynagrodził nam trud przygotowań: ucho lewe - doskonale, ucho prawe - z delikatnym niedosłuchem, ale tak nieznacznym, że zupełnie mamy się nim nie zajmować. w niczym nie będzie mi przeszkadzał i nie powinien postępować, bo wygląda na to, że wynika z budowy anatomicznej a nie nacieku czy innej niefajnej rzeczy. pozostaje więc zapomnieć o sprawie (do kontrolnego badania za pół roku).


 
1 , 2 , 3 , 4