wtorek, 15 lipca 2014

za nami delfinoterapia w Mińsku na Białorusi. stawiają tu na aktywny kontakt dziecka z delfinem - dużo wspólnej zabawy, minimum leżenia. widać dobre przygotowanie psychopedagogiczne terapeutów i ich dbałość o samopoczucie dziecka. przed kolejnymi zajęciami zawsze odpytywano nas jak Mania spędziła wczorajszy dzień, czy dobrze spała, czy nie uskarżała się na nic po poprzednich ćwiczeniach itd. w porównaniu z tym luzem psychicznym jaki mieliśmy w Mińsku mam wrażenie, że w Chmielniku dzieci były jak na taśmie produkcyjnej - czuło się tempo, trochę stresu i niezgranie terapeutów. wtedy byliśmy bardzo zadowoleni, dziś mamy się do czego odnieść.

nie wiem która metoda jest lepsza, wiem za to, że do Mińska chcemy wrócić za rok :)

Dzięki Wam, Dobrzy Ludzie, za kasę na ten wyjazd. zawsze doceniamy, nawet jeśli głośno o tym nie mówimy.

(cena 10 zajęć po 25 min. to 3000 zł)

takie wyjazdy rozwijają Manię na sto sposobów, bo zawsze prócz terapii staramy się jak najwięcej zobaczyć i nauczyć.

pewnego dnia, gdy wychodziliśmy z delfinarium i ktoś przytrzymał nam drzwi Mania zawołała: "Spasiba!". mieliśmy przed sobą kilkadziesiąt schodów, nie wiem dlaczego z nich wtedy nie spadliśmy :)

w Mińsku atrakcji bez liku: w każdym większym parku stacjonarne wesołe miasteczko, samo delfinarium na terenie zoo, ogromny aquapark, metro - a jakże! w Białymstoku nie jeździ :p

skorzystaliśmy z niewielkiej odległości jaka dzieliła nas od skansenu Dudutki a tam raj - strusie, kozy, kury, prawdziwa stajnia, serowarnia, kuźnia, bimbrownia... tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia i posmakowania ;)

byliśmy nawet w Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej a i tak wiele ciekawych miejsc musi zaczekać na nas jeszcze rok.