środa, 01 maja 2013

pozdrawiamy z Chmielnika na Ukrainie. przedarliśmy się przed setki kilometrów dziur miejscami łączonych asfaltem by cieszyć się ukraińskim latem i delfinami :)

dziś Mania poznała Zeusa, spędziła z nim 20 min. w basenie. od jutra do końca turnusu kwadrans dziennie, po czym kwadrans masażu i tyle. a może aż tyle :)

szukam słów, które najwierniej oddadzą to, co Mania i my za jej przyczyną przeżyliśmy dzisiaj na zajęciach. szok, trwoga, zaskoczenie... my bezradni, ona dzielna choć przerażona... szczęście, że sobie poradziła, że udźwignęła takie emocje, że rozdygotana z wrażenia powiedziała na koniec: "było fajnie!"

spodziewaliśmy się etapu oswajania z delfinem, głaskania, zabawy... nic z tego! zaraz po wejściu do wody Mania pomknęła z Zeusem nie mniej przerażona niż my! 2 kółka na początek, potem leżenie na wodzie, kiedy to podobno delfin szeptał jej do ucha: "ika ika" i na koniec kolejne 2 kółka, już w mniejszym stresie i z wyczuwalnym zadowoleniem :)

więcej zdjęć -> TUTAJ

 

dzień II:

stres dopadł Manię już w przebieralni - wzbraniała się przed włożeniem kombinezonu. potem na basenie, kiedy musieliśmy zaczekać na swoją kolej nawet nie zerknęła w stronę delfinów a jednak ani razu nie powiedziała, że się boi albo nie chce do wody. kiedy nadszedł jej czas poddała się sile wyższej jękliwie powtarzając swoją mantrę: "ojejku, ojejku...", "tatusiu kiedy wyjmiesz mnie z wody?" z każdą minutą napięcie malało a kiedy przed końcem zajęć otrzymała wyczekiwaną nagrodę, zadowolenie Mani było dla nas oczywiste :)

 

dzień IV:

sytuacja opanowana - Mania pogodziła się z tym, że poza zabawą trzeba też trochę poleżeć w wodzie i przestała walczyć. poza tym zbiera owacje za popisowe przejażdżki na delfinie :)

(zasadniczym elementem terapii jest leżenie na plecach, podczas gdy delfin przebywa przy głowie dziecka wydając pod wodą ultradźwięki pozytywnie wpływające na komórki nerwowe. pływanie z delfinem, głaskanie go to także część terapii, bardzo widowiskowa, lecz krótkotrwała ze względu na ograniczony czas sesji (15 min.))

kolejne dni wyglądają w zasadzie tak samo: Mania jest zrelaksowana, bardzo dobrze współpracuje i czerpie ogromną radochę z obcowania z delfinem. masaż też daje jej dużo zadowolenia.

- "Jak wrócę od delfinka, to pójdę do pana "Masaża". Taki mam plan."

w międzyczasie okazało się, że Zeus to nie Zeus a ona - Lilu, pomyliły się nam i delfiny, i terapeuci, więc Mania i Filip pracowali nie w tych składach, do jakich byli przypisani. w sumie nic się nie stało :)

z Filipem - nieodłącznym kompanem przygód nie tylko turnusowych:

wróciliśmy.

choć fizycznie jesteśmy w domu, to nasze myśli i serca zostały w Chmielniku. rano Mania domagała się spotkania z Lilu, panem Stiopą i panem "Masażem" :) jeszcze przeżywa, ciągle opowiada jak było, co robiła, gdzie i w jaki sposób, ekscytuje się oglądając zdjęcia.

"Любов" ("miłość") - spuentował Stiopa patrząc na Manię raz po raz całującą delfina w nos na do widzenia.

czas pokaże, czy ta forma terapii przyniesie wymierne efekty. dziś wiemy tyle, że choć nie była tania, to warta każdych pieniędzy. ogromne wyzwanie, wielkie emocje, nowe doświadczenia i mała dziewczynka, która przemogła strach, pokonała swoje słabości i po raz kolejny upewniła nas - rodziców, że tak naprawdę jest wielka.

koszt całego przedsięwzięcia to lekko ponad 6 000 zł. - 4 000 zł za terapię + koszt przejazdu, mieszkania i wyżywienia.

dziękujemy wszystkim osobom zaangażowanym w zgromadzenie środków na ten wyjazd.