poniedziałek, 26 kwietnia 2010

pierwsza jazda rowerkiem zdecydowanie należy do udanych. Mania nareszcie widziała wszystko dokoła i nie przespała spaceru, jak to zwykle kończyło się w wózku. nadziwiła się światu do woli, napluła na chodnik (bo na stół albo dywan nie bardzo można), spróbowała piasku z piaskownicy i nabawiła się nowej koleżanki, dziwnym trafem też z zespołem a jeszcze dziwniejszym - sąsiadki z naszego bloku, choć plac zabaw na który poszłyśmy nie był ani blisko, ani jedyny do wyboru. Zuzia od pierwszego wejrzenia zakochała się w Mani a jeszcze bardziej w jej rowerku, który wygrywa skoczne melodie a że moja dziewczynka nie ma jeszcze poczucia własności, to powód adoracji nie przeszkadzał jej w dobrej zabawie.

wielka szkoda, że od 2 tyg. zupełnie nie podoba się Mani w żłobku, płacze i krzyczy ze złością i nie bardzo daje się ćwiczyć. ostatnio zrobiła się z niej taka Zosia Samosia, że nawet nie chce być prowadzana za rękę, musi SAMA! od miesiąca chodzi w kółko jak cyrkiel - prawa noga chętnie by pobiegła, niestety lewa ani drgnie, więc najczęściej i najszybciej przemieszcza się jeszcze na czworakach. no chyba że obok siedzi ktoś, kto akurat coś je, wtedy przy tapczanie Mania wstaje i jest sprinterką.

poza tym a może przede wszystkim moja dziewczynka nareszcie zaczęła się śmiać. nie uśmiechać, bo to robiła od dawna, ale chichrać w głos, nawet bez łaskotania. dziś dla przykładu wielce zabawny jest i odkurzacz i magnesy na lodówce a najlepiej gonić Manię i chcieć ją pożreć - o! to jest ubaw po pachy. natomiast dwa słowa w tym domu są surowo zakazane, rzecz jasna przez moją córkę: "nie wolno" ma nie istnieć albo będzie wycie i pełne bólu spojrzenia na wyrodną matkę. mała szantażystka, nawet "mama" mówi tylko wtedy, gdy płacze, bo jak jest dobrze to proszona o "mama" zawsze mówi "baba".

a tak Marysia dba o swoje 4 zęby:

 
1 , 2