piątek, 29 stycznia 2010

karnawał trwa! a ja od dwóch tygodni jestem uziemiona. infekcja, gorączka, przy okazji chyba drugi ząb - można zwariować. do żłoba nie chodzę, bo jest mi nie po drodzeeeee......! a na świat wyglądam tylko wtedy, kiedy ktoś łaskawie postawi mnie na parapecie. powiedziałabym: czarno to widzę, ale nie mogę - biało aż w oczy szczypie. zwariowała ta zima, że tak trzyma (a przy okazji - niechże ktoś wyda Mutki wiersze, ok?)

no więc stagnacja to nie jest to co lubię. udoskonaliłam czworakowanie i jestem WSZĘDZIE, jak w świetle stroboskopu: błysk - w sypialni, błysk - z powrotem, błysk - pod lampą, błysk - ... mamo ale ten papierowy abażur na pewno sam by się w końcu porwał! Mutka mówi, że już nawet mrugać strach.

wracając do meritum: nie samą chorobą człowiek żyje a skoro jest karnawał, to należy się bawić. nawet jeśli za karnawałowy strój ma się tylko nakrycie głowy.

z lusterkiem

w misce

z gazetą

w rajtkach

w papmie

tetrowa głowa

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6